Weteran biegania

Weteran biegania

Stało się, zostałem weteranem biegania. Wyrażony liczbowo wiek nie pozostawia żadnych złudzeń, ale jest coś jeszcze. Startując na mitingach i w mistrzostwach akademickich zacząłem czuć mentalny dystans do moich młodocianych rywali, brak przynależności. Wciąż ich uwielbiam, ale zaczęło do mnie docierać, że nie jestem już jednym z nich.

Z takimi młodzieniaszkami zwykle się ścigam. Grzeczne chłopaki, mówią „dzień dobry” 🙂

Z kolei świat masters powitał mnie z ogromną i odwzajemnioną życzliwością. Tutaj sytuacja jest odwrotna, bo jeszcze nie czuję przynależności, ale wchodzę w niego z pełną otwartością i szacunkiem, bo to prawdopodobnie najlepszy dla mnie sposób na zachowanie biegowej długowieczności. Związek z rozsądku, który docelowo ma potencjał zamienić się gorące uczucie.

Bardzo mi zależy żeby z biegania masters nie robić areny pocieszenia, pucharu Myszki Miki. Oczywiście to jest i to ma być przede wszystkich zabawa, ale niech to będzie zabawa na wysokim poziomie wynikowym. Tym bardziej, że otwiera się tutaj szansa startowania na europejskich i światowych czempionatach gdzie strefa medalowa jest idealnie zawieszona w okolicy moich rekordów życiowych. Stwarza to więc motywację żeby uniknąć regresu wynikowego, a jednocześnie pojeździć trochę po świecie, żeby ścigać się z podobnymi sobie.

Podoba mi się ta pozytywna energia na zawodach masters. I tylko czasami mam wrażenie że zbyt mocno się tam napinam, może niepotrzebnie.

Pierwszy rok w kategorii masters nastąpił po dwóch kiepskich biegowo latach 2023-2024. Trening mi się w tym czasie nie układał, głównie ze względu na zawodowe zawirowania przekładające się na uciążliwości zdrowotne. Punktem zwrotnym okazały się Akademickie Mistrzostwa Polski w 2024 gdzie w biegu na 800m pobiegłem zaledwie 2:02, kilka sekund od życiówki. Wstyd mi było, że tak bardzo obniżyłem loty. Mniej więcej w tym samym czasie w życiu prywatnym doszło do istnego trzęsienia ziemii: zdecydowaliśmy się z Kingą na trzecie dziecko, wyprowadzkę do Białegostoku, a nędzne bankowe korpo, w którym akurat pracowałem, zdecydowało się na redukcję etatów. Praktycznie wszystkie fundamenty mojej rzeczywistości nagle przestały istnieć, a ja szukając jakiegokolwiek stałego elementu postanowiłem zakotwiczyć się w starannym treningu biegowym. Dzisiaj wydaje mi się, że to właśnie bieganie pomogło mi przejść przez ten trudny czas.

A z takimi młodzieniaszkami zdarza mi się biegać sztafetę 4x400m.

Staranny, cierpliwy trening biegowy zwykle kończy się jednoznacznie – fajnymi wynikami. Jesień 2024 jeszcze była dość skromna: 1:59,22 na 800m i 3:59,04 na 1500m we wrześniu oraz ok. 33:30 na 10km w listopadzie. Wyniki nie były moją główną motywacją, raczej biegałem żeby mieć w życiu coś swojego i stałego, coś co daje poczucie kontroli. Ani przez chwilę nie przypuszczałem, że rok 2025 będzie dla mnie tak obfity wynikowo. Nawet nieudane biegi były bardzo solidne, ale tych udanych była zdecydowana większość. Przytoczę je wszystkie:

  • styczeń: 15:10 na City Trail w Warszawie. Zaskakująco lekki bieg, a taki czas w ogóle nie wynikał z poprzednich treningów.
  • luty: 8:39,05 PB na 3000m i złoty medal na Halowych Mistrzostwach Polski Masters oraz 8:29,40 PB na 3000m dwa tygodnie później na Halowych Mistrzostwach Polski. Oba biegi dały mi bardzo dużo radości. Pierwszy, bo z fajnym czasem zrobiłem złoto w debiucie na mastersach a na trybunach żywiołowo kibicowali mi moi starsi synowie. Oraz drugi, bo to był mój debiut na HMP. Momentami było mi potwornie ciężko, ale nie pękłem i wycisnąłem z tego biegu absolutne maksimum.
  • kwiecień: 31:57,75 PB, Mistrzostwa Polski na 10000m. Z tego biegu akurat nie jestem zadowolony, tak z przebiegu jak i z decyzji żeby w ogóle wziąć udział w tej mordędze. Ale życiówka to życiówka, nosem kręcić nie wolno.
  • maj: przetarcie na 800m na mitingu w Białymstoku, 1:58,23. Niestety nie ma tam z kim biegać. Potem Akademickie Mistrzostwa Polski gdzie zawaliłem 1500m z czasem 4:00,13, żeby dzień później zrehabilitować się na 800m: 1:55,93 PB. Chciałbym żeby to wybrzmiało, ustanowiłem życiówkę na 800m w wieku 36 lat! Niby szok, ale pamiętam jak wściekły byłem po nieudanym 1500m i jak ta wściekłość mnie potem niosła.
  • czerwiec: znowu nieudane 1500m: 3:58,70 po bardzo źle taktycznie rozegranym biegu. Tydzień później powtórka i oczywiście rehabilitacja: 3:55,21 ok. 0.4s od PB. To jeden z moich ulubionych biegów w 2025r. Było tłoczno, zwarta grupa na wysokiej prędkości, koncentracja i błyskawiczne decyzje, żadnych zbędnych myśli. Ocierające się o siebie łokcie, przepychanki do krawężnika i obieganie po drugim torze. Na 1000m byłem jeszcze na 11. miejscu, żeby ostatecznie skończyć drugi. Conajmniej 4 łuki zrobiłem przez drugi tor, więc tak naprawdę mógłby to być równie dobrze bieg na PB.
  • lipiec: Mistrzostwa Polski Masters i dwa złote medale: 4:00,10 na 1500m oraz 1:56,90 na 800m. Do tego debiut na 400m (w wieku 36 lat!): 53,53s i czwarte miejsce. Sprinterem może i nie jestem, ale przy dłuższych dystansach jest to solidny zapas prędkości.
  • wrzesień: tutaj niestety klops bo po mocno przepracowanym lecie i będąc w wysokiej formie złapałem infekcję i dopiero pod koniec miesiąca wystartowałem na 1000m: 2:30,60 PB. Zupełnie przyzwoite bieganie no i życiówka w wieku 36 lat!
  • październik: docelowy start sezonu czyli Mistrzostwa Europy Masters. Z trudem przyszło mi tak mocno przeciągnąć sezon bieżniowy, ale też samo zrealizowanie tego wyjazdu było ogromnym wysiłkiem organizacyjnym. Do tego załapałem infekcję w ostatnim tygodniu przed startem, ale byłem tak zmotywowany że nie pozwoliłem swojemu organizmowi na chorowanie. Podtrzymywałem w sobie bardzo wysoką mobilizację, mówiłem sobie w głowie że nie będę chory i, co ciekawe, zadziałało, choć praktycznie nie mogłem już biegać w tym ostatnim tygodniu. Będąc już na miejscu, przekonany że najgorsze za mną, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego Taty. W tych okolicznościach nabieganie 3:56,02 na 1500m i zdobycie brązowego medalu uznaję za moje największe osiągnięcie biegowe w ogóle. Przed startem, jeszcze na rozgrzewce, czułem się naprawdę kiepsko, ale gdzieś w środku wiedziałem że chcę i że muszę i że to zrobię.
    Dwa dni później był jeszcze start na 5000m, ale nabiegałem marne 15:27,75 bo zwyczajnie wyczerpałem wcześniej wszystkie swoje zasoby. Potem okazało się że przez kolejne tygodnie nie byłem w stanie biegać. Próbowałem trenować ale ciało zupełnie odmawiało współpracy i ostatecznie pozwoliłem sobie na długie roztrenowanie.
  • listopad: 15:21 na City Trail w Warszawie. Zaskakująco lekki bieg, a taki czas w ogóle nie wynikał z poprzednich treningów.

Pierwszy rok w kategorii masters okazał się więc najlepszym w mojej historii. Nikt się tego nie spodziewał, ale każdy tego potrzebował. Ciekawostką jest, że w jednym roku wystartowałem w mistrzostwach akademickich, seniorskich oraz masters. Brzmi nieco paradoksalnie i słusznie, bo nie wydaje mi się żebym jeszcze długo był w stanie to powtarzać. Z wiekiem rośnie doświadczenie, treningi też spokojnie realizuję, ale problemem stała się regeneracja pomiędzy treningami. No i oczywiście wymagający kontekst życiowy, w szczególności trójka dzieci (w tym roczny bobas) oraz praca na więcej niż jeden etat. Wkrótce może się okazać, że bieganie masters będzie jedyną formą współzawodnictwa w moim realnym zasięgu.

Halowe Mistrzostwa Polski z Filipem i Michałem. Gdybym nie wiedział który z tej trójki jest mastersem to bym obstawił pana w środku. 🙂

Już wielokrotnie przechodziło mi przez myśl żeby zluzować biegowo i nie walczyć o intensywny trening. Na przeszkodzie zawsze stoi jakaś impreza biegowa, do której jest pokusa, żeby się przygotować. Wcześniej to były mistrzostwa Europy masters na Maderze, a teraz w 2026 roku odpowiednio: Halowe Mistrzostwa Polski, Halowe Mistrzostwa Europy Masters oraz Akademickie Mistrzostwa Polski. Mistrzostwa akademickie mogą okazać się moimi ostatnimi, chciałbym więc mieć jeszcze jedną szansę pożegnać się w dobrym stylu. Aktualnie decyzja jest więc taka, żeby w dotychczasowym reżimie treningowym wytrzymać do końca maja.

Udział w seniorskich mistrzostwach Polski to były ogromne, pozytywne emocje. Ah, gdyby tak mieć 20 lat mniej…

Jednocześnie kusi mnie żeby spróbować czegoś nowego w bieganiu. Klasyczny format treningu udało mi się już dość dobrze poznać i stało się to dla mnie niezbyt interesujące. Mam szczęście współpracować z ciekawym trenerem Marcinem Nagórkiem, który nie ma problemu z przełamywaniem schematów. Najpierw z prywatnych rozmów z nim, a niedawno z wpisu na jego blogu dowiedziałem się o innym pomyśle na trening, głównie w oparciu o mocne powtórzenia. Podświadomie czuję że taki format treningu mógłby mi bardzo służyć i wstępnie planuję go wypróbować zaczynając od drugiej połowy roku. Jeżeli to prawda, że pozwoli mi to zachować fajny poziom wynikowy, a jednocześnie uniknąć znużenia objętościowym treningiem, to mogłoby to być dla mnie zbawienie i szansa na bieganie masters choćby i do stu lat!

Co będzie to oczywiście czas pokaże. Z okazji Nowego Roku, życzę Wam wszystkim trwania w wysiłki fizycznym przez conajmniej sto lat, czy Wam się to podoba czy nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *