Czy ojciec może szybko biegać?

Czy ojciec może szybko biegać?

Z napisaniem tego tekstu noszę się już jakiś czas, mając w głowie tezę, że tak, że da się. Problem polega na tym, że ostatnie tygodnie były jakieś trudne i męczące. Trening układał się tak sobie. Wszystkie jednostki do przodu, ale bez iskry i na sporym zmęczeniu, bez perspektyw na solidny odpoczynek. Trochę podświadomie zacząłem mieć wątpliwości czy pozytywna odpowiedź na tytułowe pytanie rzeczywiście jest prawdziwa. W efekcie zwlekałem i zwlekałem z ukończeniem tego tekstu.

Szybkie bieganie jest efektem ciężkiej pracy, chociaż sama ciężka praca nie wystarczy. Jest szereg okoliczności, które muszą się zgrać i zazębić, żeby wysiłek treningowy przekuć na efekty. Należą do nich m.in.: regeneracja, dieta, zdrowie, wolny czas, stabilność emocjonalna i zawodowa. Pojawienie się dziecka ma oczywiście ogromny wpływ na te czynniki, wydawać by się mogło, że głównie negatywny. Dlaczego w takim razie wróciłem do szybkiego biegania w tym samym roku, w którym urodził się Julek? Jak to możliwe, że już 2 miesiące po jego przyjściu poprawiłem życiówkę na 10km (33:57), a sezon zakończyłem życiówką na 5km (15:50)?

Julek nie wie jak to możliwe.

Zacznijmy od regeneracji. Legendy mówią, że na początku dzieci śpią nawet 18h na dobę. Wielkie pozdro od Julka dla tych legend. Spanie nigdy nie było jego mocną stroną. Można zapomnieć o głębokim, spokojnym, długim śnie. Młody rodzic śpi krótko i płytko, nigdy nie wie ile snu będzie mu dane. Jak w takim razie zaplanować trening? Cóż, lepiej nie planować. Miniony rok stał pod znakiem treningowego freestyle’u. O tym jaki trening wykonam decydowałem w ostatniej chwili, czasami dopiero sznurując buty. Wybór zależał od ilości wolnego czasu i samopoczucia. W zasadzie w większości robiłem mocne akcenty, głównie interwały. Wybiegania robiłem tylko gdy byłem zbyt zmęczony na cokolwiek innego.

Zmęczeni życiem.

Można pomyśleć, że to idealna strategia dla młodego ojca, tyle że podobno bez perspektyw na dalszą poprawę. Owszem, biegałem już wtedy szybko, ale jeszcze nie na tyle, żeby zaspokoić swój apetyt. W międzyczasie nawiązałem współpracę z trenerem, który uważa że potrzeba mi też obiętości, żeby wejść na jeszcze wyższy poziom. Od początku tego roku pojawił się plan treningowy, sztywno rozpisane jednostki i kilometraż rzędu 60-70 km tygodniowo. Już nie jest tak łatwo pogodzić nocne pobudki z potrzebą odpoczynku, a i tak Julek od jakiegoś czasu śpi dużo lepiej. Na codzień działam w stanie chwiejnej równowagi. Zazwyczaj nie ma tragedii, ale wystarczą 2 kolejne ciężkie noce, żeby wszystko zaczęło się sypać. Zdarzały się takie noce, kiedy jedną ręką usypiałem Julka, a drugą masowałem nabite łydki. Zdecydowanie chciałbym móc lepiej się regenerować.

Ciekawie wygląda kwestia wolnego czasu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wolnego czasu nie ma wcale, bo opieka nad dzieckiem pochłania bez reszty. Jest w tym dużo prawdy, ale jest też druga strona medalu – całe mnóstwo rozrywek sprzed epoki rodzicielstwa również odeszło w niepamięć. Koniec ze swobodnymi wyjściami na miasto, wieczorno-nocnymi balangami albo głupim trwonieniem czasu. Okazuje się, że jedną z niewielu dostępnych rozrywek jest właśnie wyjście na trening. Nie wymaga dużego planowania, z góry wiadomo ile czasu zajmie i nie wymaga udziału osób trzecich. Fakt, zdarzają się dni, kiedy obowiązki przytłaczają, a na trening można wyjść dopiero późnym wieczorem. I bez dziecka tak się czasami zdarza. W tym wypadku ogólny bilans oceniam na zero: niedostępność innych rozrywek równoważy ogólny brak wolnego czasu.

Trening już zrobiony, teraz spiskujemy.

Od kwestii technicznych przejdę teraz do bardziej mentalnych. Solidny trening wymaga staranności, rzetelności, cierpliwości i odpowiedzialności. Wszystkich tych nudnych cech, które mają dorośli, stateczni ludzie. Będąc dzieckiem zawsze się dziwiłem skąd ci ludzie się biorą, dlaczego tacy są. Dopiero teraz dostrzegam wielki wpływ na charakter wynikający z narodzenia dziecka. Już nie jest się wolnym ptakiem, sterem, żeglarzem i okrętem. Pstryk i nagle stajemy się nudnymi dorosłymi. Dojrzałość emocjonalna oznacza świadomość siebie, swoich potrzeb i oczekiwań. Pozwala bardziej wytrwale dążyć do celu i opierać się chwilowym kryzysom. Taka dojrzałość zdecydowanie poprawia jakość treningu.

Pojawienie się dziecka komplikuje wykonanie treningu, ale też rozwija cechy emocjonalne, niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Sztuka polega na przezwyciężeniu technicznych trudności i wypracowaniu rozwiązań, które pozwolą wszystko ogarnąć. Zazwyczaj wymaga to też zaangażowania drugiego rodzica, dobrej współpracy i kompromisu. Jestem bardzo wdzięczny mojej żonie, że rozumie moją chęć trenowania i w stykowych sytuacjach zawsze jest w stanie mi pomóc. Bez jej otwartej postawy musiałbym odpuścić wiele jednostek treningowych. W tym miejscu składam jej więc gorące podziękowania <3

Do szybkiego biegania potrzeba jednak czegoś ekstra. Specjalnego, wewnętrznego paliwa. Czegoś co napędzi do sięgania wciąż wyżej i dalej. Wiele już razy wchodziłem na ścieżkę do szybkiego biegania i wiele razy zawracałem, motywacja szybko mi się wypalała. Tym razem jest inaczej i wydaje mi się, że znam powód. Rezygnując z wielu swoich przyjemności i pracując na rzecz dziecka, chciałem mimo wszystko mieć coś wyłącznie swojego, osobistego. Coś co pozwoli mi się definiować nie tylko przez pryzmat sytuacji w której jestem (mąż, ojciec, naukowiec/robol), ale też przez to co robię w chwilach pomiędzy obowiązkami. Czuję, że bieganie może mi to dać, tym więcej im szybciej będę biegał.

Czy w takim razie ojciec może szybko biegać? Chciałbym napisać że tak, ale wkrótce rodzi nam się drugie dziecko. Może wstrzymam się jeszcze z odpowiedzią.

Synek prezentuje prawidłowy siad płotkarski. Trochę zazdro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *